Więcej o projekcie w zakładce POMAGAMY

Wyścig o życie mojej córki kończy się 21 czerwca!

Tylko tydzień będzie trwała walka o życie mojego dziecka. Dostałem jasną informację – do najbliższej środy muszę zdobyć lek, który jest ostatnią szansą na pokonanie raka mojej córeczki. Jeśli nie uda się doprowadzić do przeszczepu szpiku, moja Martynka umrze. Jestem ojcem, a moje dziecko umiera na białaczkę i w tej chwili nie mam już czasu, ani wstydu. Muszę zdążyć, dlatego błagam o pomoc, jak tylko umiem. Kocham Martynkę nad życie i zrobię wszystko, by ją ratować. Pomóżcie mi, proszę.

BLINATUMOMAB – lekarstwo, które w najbliższą środę musi znaleźć się w klinice, jest niewyobrażalnie drogie, ale nie tak drogie, jak życie mojego dziecka.


Przeszliśmy z Martynką przez piekło, przez 20 miesięcy płakaliśmy, kiedy było bardzo źle i cieszyliśmy się, gdy rak odpuszczał. Po tym, co przeszła, nigdy nie powiem jej w oczy, że przegrywamy, tak jak nigdy nie pokazałem jej, jak płaczę. Najpierw wiadomość o tym, że jest śmiertelnie chora, później okropne, wyniszczające leczenie, wypadające włosy, posterydowa opuchlizna. Na Boga, ona ma dopiero 13 lat, a wycierpiała już tak wiele, umierała mi tyle razy.

Pamiętam dzień, kiedy poszliśmy razem do kina, a po wyjściu Martynka niemal płakała z bólu, mówiła, że to wszystko przez te niewygodne fotele, że nie wytrzyma dłużej. Na te bóle stawów skarżyła się już wcześniej, dlatego zabrałem ją do szpitala w Płońsku, stamtąd przekierowano nas do Międzylesia i szukano dalej przyczyny. Tam pierwszy raz padło słowo, które zmieniło moje życie, a jej miało zakończyć – rak, białaczka, nowotwór całego organizmu, rozsiany we krwi. Ponad 70% komórek nowotworowych w szpiku. Sprawdzano wszystkie organy, badano całe ciało, a ja modliłem się o cud, o to, żeby to wszystko było złym snem. Nie było, Martynka miała już zainfekowany organizm, wszystkie możliwe objawy, wymagała natychmiastowego leczenia. Miałem łzy w oczach, kiedy zakładano jej dojście centralne w klatce piersiowej. Ona jeszcze nie wiedziała, co ją czeka, mi lekarz powiedział, co planują.

Nie umiałem tego wszystkiego ogarnąć, nie umiałem jej pocieszać, kiedy zakładali jej kolejny raz wejście centralne na chemię. Martynka nawet nie płakała, nie bała się, jej oczy pełne były żalu, którego nie umiem nawet opisać. Wigilię spędziliśmy razem, w domu, nie wiedząc nawet, czego sobie życzyć. To był bardzo smutny dzień, a już w pierwsze święto trafiliśmy na oddział. W szpitalach na święta ludzie wychodzą do domu, a ja przywiozłem moje dziecko, nie wiedząc, czy i kiedy wyjdziemy. Wszystko, co najgorsze, zaczęło się od nowa. 4 bloki chemii, wstrząs septyczny, zapalenie bakteryjne, sterydy, antybiotyki. Dotrwaliśmy do maja, kiedy Martynka mogła mieć przeszczep, na który po prostu nie zdążyliśmy znaleźć dawcy. Rak się odrodził, więc podjęto decyzję o 5 bloku chemii, która zwyczajnie już nie działa.

Lekarze postawili sprawę jasno. Na następny przeszczep nie ma szans, mimo że znaleźliśmy dawcę. Zbyt dużo komórek raka jest w ciele mojego dziecka. Ostatnią szansą jest Blinatumamab – 22 ampułki są jedyną nadzieją dla mojej córeczki. Nie wyobrażam sobie, że może się nie udać. Błagam, pomóżcie mi ratować moje dziecko, teraz kiedy jeszcze nie wszystko stracone.


O Prezentach bez Pudła

Prezenty bez Pudła to oryginalny sposób na wsparcie UNICEF, który łączy radość pomagania z przyjemnością obdarowywania bliskich prezentami. Pomoc jest realna, ponieważ zakupione przez Państwa produkty UNICEF wysyła tam, gdzie są najbardziej potrzebne.